top of page

Ugryzł mnie koń.

Koń mnie gryzie, co mam zrobić?!


Hmmmm. Zakładam, że nie gryzie w tym momencie, kiedy to czytasz, więc mamy chwilę czasu, żeby się zastanowić.


To może zacznijmy od tego, czego ty chcesz w takim momencie? Jaki masz cel? Czy priorytetowa jest wtedy dla ciebie potrzeba zadbania o swoje bezpieczeństwo, zajęcia się bólem, czy zrozumienia zachowania konia, analizy sytuacji, wychwycenia swoich błędów, wyciągnięcia wniosków? Czy chcesz nauczyć się jak nie dać się skrzywdzić, czy może wolałbyś dać koniowi nauczkę i wyładować na nim powstałe emocje? To, w jaki sposób zareagujesz, gdy koń cię ugryzie, mówi wiele o tym, jakie masz zakodowane przekonania i utrwalone schematy myślowe. A one z kolei odpowiadają za sensowność twoich działań, a więc i za ich rezultaty. Uświadomienienie sobie co mną kieruje, jest podstawą, by zaplanować drogę do osiągnięcia celu. Zakładam, że cel jest pozytywny, jak bycie bezpiecznym, osiągnięcie współpracy czy wzmocnienie relacji. Więc zadajmy sobie takie przykładowe pytanie:


Czy koń ma prawo mnie gryźć?

Odpowiedź jest krótka, ale nie taka prosta, jakby się wydawało: to zależy, czy dajesz mu do tego prawo.


(Używam słowa prawo w znaczeniu zespołu przepisów określających postępowanie, ustanowionych przez wyższą jednostkę i egzekwowanych aparatem przymusu, oraz uprawnień przysługujących komuś na podstawie tych przepisów; nie w znaczeniu np. praw natury, praw fizyki – czyli pewnych prawidłowości występujących w świecie, zauważonych i opisanych przez człowieka.)


W czym rzecz? Otóż, prawo do czegoś, jest to pojęcie wymyślone przez człowieka. Nadajemy sobie i innym różne prawa, lub je odbieramy. Lub są nam one nadawane przez instytucje, którym wcześniej przez innych ludzi nadane zostało prawo do ich nadawania... Więc jeśli Ty jesteś osobą decyzyjną odnośnie swojego konia i określasz, że on nie ma prawa Cię gryźć, no to nie ma. Ok. Tylko co dalej? Warto sobie dogłębnie uświadomić, że koń tego prawa nie zna. To nie tak, że ma je pod ogonem, on po prostu nie zdaje sobie z niego sprawy i nie jest w stanie go zrozumieć. Więcej! Żadne prawo ustalone przez nas dla niego nie istnieje! Istnieje jedynie dla nas. Co z tego wynika? Że jeśli koń nas ugryzie, to będziemy przekonani, że zrobił to bezprawnie. Będziemy wściekli, niezadowoleni, oburzeni, bo jak on mógł! „Przecież nie wolno! Ten koń postąpił źle, a ja stoję po stronie właściwych zasad. To zlekceważenie prawa, a im większe, tym surowsza musi być reakcja. Koń złamał prawo, to wykroczenie lub nawet przestępstwo, więc należy się kara. Kara słuszna, mamy prawo, czy wręcz obowiązek ją wymierzyć, stojąc na straży prawa. Jeśli nie będzie kary za łamanie prawa, będzie dochodziło do coraz większych przestępstw, czemu należy zapobiegać.” Zastanówmy się, czy takie nastawienie sprzyja budowaniu relacji i współpracy? Czy myślenie w takich kategoriach pomaga nam zrozumieć konia i porozumieć się z nim?


Oczywiście będzie się to dziać w naszej głowie, często poza naszą świadomą refleksją – gdy wypływa z nieuświadomionych przekonań. Kiedy dzieje się coś niespodziewanego, niebezpiecznego, bolesnego, nasza reakcja jest szybka i automatyczna. Często nie mamy czasu przyjrzeć się jej na poziomie przekonań, których dotyka. Możemy łatwo nie zauważyć pojawiających się myśli (które z tych przekonań wyrastają). Ale zauważa je natychmiast nasze ciało i natychmiast reaguje emocjami, które wiążą się także z reakcją fizjologiczną (napięciem mięśni, zmianą postawy ciała, mimiki, rytmu bicia serca, oddechu...). A więc zauważa je także natychmiast nasz koń, który jest mistrzem w czytaniu mowy ciała. Zareaguje więc w odpowiedzi na naszą reakcję – a nie na przekonania o zasadach, jakie my mamy w głowie.


Co natomiast, jeśli damy koniowi prawo, by nas gryzł? Poczujemy się bezsilni, bezradni, możemy stracić pewność siebie, zacząć się bać. Będzie się nam wydawać, że skoro on ma do tego prawo, to my nie możemy nic z tym zrobić, w żaden sposób się przeciwstawić. Skoro ma prawo... To musimy się zgadzać na takie zachowanie wobec nas, nie mamy prawa wymierzać kary... Czy to wzmocni relację z koniem? Nie, z żadnej strony: ani z naszej, bo strach nie stwarza bliskości, ani ze strony konia, bo nie będziemy dla niego równorzędnym partnerem, a tym bardziej nie przewodnikiem.


No dobrze, to jaka jest trzecia opcja w tej binarnej opozycji? Jest nią właśnie wyjście z pułapki binarności i porzucenie kategorii „prawa”. Co, jeśli nie mielibyśmy w sobie przekonania, że koń ma do czegoś prawo lub nie, ale postaralibyśmy się „myśleć jak koń”?


Koń działa tak, jak nakazuje mu to jego końska natura. Jest wyposażony w zęby i kopyta, które ma po to, by ich używać. Do jedzenia i poruszania się, ale także do gryzienia i kopania innych zwierząt – czy to w obronie własnej, czy w zabawie, komunikacji wewnątrz stada, czy czasem także w ataku (zresztą atak u konia jest najczęściej formą obrony). Co więc chce osiągnąć koń za pomocą gryzienia? Przekornie zapytam – czy pragnie obalić prawo?

Oczywiście, koń może chcieć tylko tego, co go osobiście w danym momencie dotyczy. Będzie to dążenie do spełnienia jakiejś potrzeby, bardzo często jest to potrzeba bezpieczeństwa. Gryzienie wtedy jest sposobem pilnowania własnych granic. Sposobem dla konia naturalnym i oczywistym. Czego może nas to nauczyć w kontekście naszego zachowania, pracy z końmi? Tego, by dbać o świadomość własnych potrzeb, a w swoich reakcjach być autentycznym i mocno obecnym w realności, jaka jest tu i teraz. Jeżeli koń mnie gryzie i nie umiem sobie z tym poradzić, czuję strach i nie wiem co zrobić – lepiej odejść w bezpieczne miejsce i nie próbować natychmiast na siłę rozwiązać problemu, którego nie rozumiem. Najpierw ochłonąć, zastanowić się, poradzić odpowiedniej osoby, poszerzyć swoje umiejętności. Jeśli czuję się na siłach i chcę pracować nad relacją i współpracą, często pierwszym krokiem jest ćwiczenie... cofania. Umiejętność odsunięcia konia od siebie na bezpieczną odległość (bez intencji kary – z intencją ochrony własnej strefy osobistej) jest wciąż niedoceniana i wiele osób nie poświęca jej uwagi. Tak samo umiejętność prowadzenia konia na jak największą odległość (poza zasięgiem zębów, nie trzymanie krótko) – i danie sobie przyzwolenia, by obserwować końskie emocje bez oceniania siebie i konia. Jeśli to robisz, jest to dla Ciebie oczywiste. Jeśli zwykle prowadzisz konia na krótkim uwiązie lub za wodze, sprawdź - czy koń, gdy jest dalej od Ciebie, nadal jest tak samo spięty, straszy zębami, kuli uszy? W jakiej odległości zaczyna się to poprawiać, w jakiej pogarszać? Spróbuj zostać i pracować na takim dystansie, na jakim widzisz poprawę. Pierwszym odruchem, gdy coś się dzieje nie po naszej myśli, jest zwykle krótko chwycić i skontrolować. Gdy dajemy koniowi przestrzeń, ma większą swobodę wyrażania siebie bez wchodzenia z nami w starcie. My mamy okazję zobaczyć, co się wtedy zadzieje. Może koń nie będzie chciał się odsunąć, może będzie wchodził w twoją przestrzeń bez twojej zgody, może będzie odchodził jak najdalej czy wyrywał linę, a może będzie wykonywał automatycznie wyuczone schematy (np. lonżowanie) lub przestanie zwracać uwagę na twoje sygnały (będzie stać w miejscu, jeść trawę czy kręcić się, rżeć, rozglądać za innymi końmi)? Każda z tego typu sytuacji powie Ci wiele o poziomie współpracy między wami w danym momencie, a powtarzalność sytuacji – o jakości relacji.


Umiejętność komunikacji na odległość daje nam narzędzia do nawiązania współpracy. Koń jest mniej narażony na nasze niepotrzebne, gwałtowne reakcje. Dystans pozwala nam widzieć całego konia, skupić się na jego mowie ciała, spokojniej obserwować jego i swoje własne reakcje, daje czas na zastanowienie się nad sobą i sytuacją, na rozważne działanie. Pomaga to nam znaleźć się w nastawieniu, które służy osiąganiu celu w każdym typie pracy z koniem, także z siodła. Rozważne działanie nie oznacza powolności (choć zwykle na początku potrzebujemy więcej czasu) - tylko uważność i realne spojrzenie na sytuację (mam na myśli spojrzenie jak najmniej zaburzone przez nieuświadomione, nabyte przekonania, które wpływają na naszą interpretację rzeczywistości). Takie mądre działanie oparte jest na kilku pytaniach, przede wszystkim: 1. "Czy muszę szybko zareagować dla swojego/konia bezpieczeństwa?” Jeśli tak, robię to w taki sposób, w jaki akurat w danej sytuacji jestem w stanie, by być skutecznym. 2. „Dlaczego koń mnie ugryzł/chciał ugryźć/zachował się w niepożądany przeze mnie sposób?” Jeśli nawet musiałeś po prostu szybko zapobiec wypadkowi, odpowiedź na to pytanie przyda się na przyszłość. Znalezienie przyczyny umożliwia znalezienie rozwiązania. Poza tym ma jeszcze bardzo ważny wpływ na nas – sposób, w jaki rozumiemy zachowanie konia zmienia nasze nastawienie! A nastawienie wyraża się w mowie ciała, więc chcemy, czy nie, stanowi komunikat dla konia. Już to, że rozważamy przyczynę zachowania konia, a nie zakładamy ją z góry, zmienia sposób, w jaki reagujemy. Więc staramy się rozeznać, jaka jest dokładnie ta konkretna sytuacja (nie: "ten koń zawsze tak ma"), czy to mogło wynikać ze strachu, niepokoju, irytacji, z bólu, dyskomfortu, frustracji, poczucia zagrożenia, chęci postawienia na swoim, zaspokojenia jakiejś potrzeby, ze skojarzenia z wcześniejszym złym doświadczeniem, z wyuczonego schematu, w którym takie zachowanie pomaga osiągnąć jakiś cel, z niechęci do współpracy, niezrozumienia i zagubienia, poczucia nadmiernej presji, z nudy, potrzeby interakcji, chęci zabawy, z ciekawości świata... W każdym razie jest to komunikat do odczytania. Czasem metodą prób i błędów (to trochę jak kalambury), ale kluczowa jest uważność na mowę ciała konia. W zrozumieniu pomoże nam także zastanowienie się w jakich okolicznościach występuje dane zachowanie.

Takie najprostsze przykłady. Czy koń gryzie przy czyszczeniu w konkretnym miejscu? (Ból, dyskomfort, choroby, strach, brak zaufania, traumy...) Czy mowa ciała sugeruje nam strach przed wejściem na halę? (Nieznane miejsce, dziwne rzeczy, niepokojące dźwięki, odległość od stada, złe wspomnienia, wąskie przejście, nagła zmiana oświetlenia, zamknięta przestrzeń, inne podłoże, emocje innych koni, nasze emocje, straszny zapach...) Czy koń wpycha się na człowieka, by go odsunąć i dostać się do paszy? (Jest tak zaprogramowany przez naturę, by dążyć do zaspokojenia głodu, a przy tym mógł już nauczyć się, że jest to skuteczny sposób osiągnięcia celu. Czy nie boi się, że zabraknie mu jedzenia, nie ma małych porcji, które się kończą (pasza objętościowa), nie musi walczyć na co dzień o zasoby, ma spokojne miejsce? Czy w innych sytuacjach rozumie, kiedy prosimy, by się odsunął, czy też nagminnie pozwalamy na naruszanie naszej przestrzeni osobistej? Czy potrafimy utrzymać uwagę konia na sobie, czy jesteśmy z nim w kontakcie?)


A gdy podejmiemy jakieś działanie i staramy się zapobiegać powstawaniu problemu - czy jest lepiej?


Do obszaru komunikacji należą nie tylko konkretne sygnały, wysyłane by osiągnąć jakiś cel, ale należy także ekspresja emocji. Gryzienie może być wyrażaniem frustracji, bólu, irytacji – bez wyraźnie określonego komunikatu w czyjąś stronę. Na przykład: jedna z naszych klaczy, której źrebak jest już duży (a baaaardzo energicznie dobiera się do cyca), czasem gryzie swojego dzieciaka w zadek, gdy za bardzo szarpie, czasem się odsuwa, ale czasem stoi cierpliwie – za to obrywa się każdemu, kto pojawi się w zasięgu zębów... Nie, żeby jej ten ktoś przeszkadzał, nikogo dalej nie przestawia, nie goni, po prostu jest wkurzona. Co ciekawe, w takiej sytuacji zwykle inne konie są zadziwiająco wyrozumiałe, ignorują jej bolesne przytyki i wcale nie trzymają się od niej na większy dystans, nadal pozostając w pobliżu. Oczywiście nie wszystkie – bo są też takie osobniki, mniej pewne siebie, delikatne, o większej „bańce” przestrzeni osobistej wokół siebie, które w ogóle raczej unikają wszelkich gęstszych i liczniejszych zgromadzeń, jako miejsca potencjalnego konfliktu. Takie konie najlepiej czują się w łączności ze stadem, nieopodal wszystkich innych koni, ale mając wokół siebie sporo przestrzeni, a gdy potrzebują kontaktu, przebywają blisko jednego lub dwóch wybranych koni na raz. Tkwienie w ścisku i bycie otoczonym przez 10 innych koni, to zdecydowanie nie jest sytuacja, w której się relaksują.

Co nam to mówi? Że dla koni naturalne jest, że każdy jest inny. Że każdy ma trochę gdzie indziej granice, że te granice i potrzeby czasem są inne rano, a inne wieczorem. Że emocje są naturalne. Nie musisz więc udawać kogoś innego, naśladować cudzych wyobrażeń, zaprzeczać własnym emocjom, próbować zaspokoić cudzych ambicji, dostosowywać się do nie swoich potrzeb, narzucać sobie cudzych założeń, dążyć do nie swoich celów. Nie musisz tego robić, by być dobrym jeźdźcem, by mieć dobrą relację ze swoim koniem, by być bezpiecznym. Konie i tak widzą cię takim, jaki jesteś. Czytają twoje ciało jak otwartą księgę. Co więc możesz zrobić, jeśli twój kontakt z koniem nie jest taki, jakiego ty byś chciał?


Tu wracamy do samego początku artykułu – roli samoświadomości w drodze do celu. Chociaż praca nad sobą, rozwój, nabywanie nowych kompetencji to takie modne i oklepane w ostatnim czasie słowa, że niektórzy reagują już na nie mdłościami... ale to jest coś, co się nam po prostu przydarza cały czas, przez całe życie. Nieustannie się zmieniamy, życie nas zmienia, zmieniają nas inni ludzie, książki (i blogi) które czytamy, zwierzęta, którymi się opiekujemy... Im bardziej świadomi jesteśmy tych zmian, tym lepiej i na swoją korzyść możemy nimi kierować. Wybierać takie bodźce, które popchną nas w pożądanym przez nas kierunku. Szukać takich doświadczeń, które nauczą nas tego, czego potrzebujemy. Czasem potrzebujemy - czasu. Po prostu. Czasem potrzebujemy drugiego człowieka. Kogoś, kto nauczy nas jak możemy lepiej radzić sobie w danej sytuacji, jak zarządzać własnym ciałem, jak pomóc naszemu koniowi. Kto podzieli się swoją wiedzą, wyczuciem i doświadczeniem. Czasem potrzebujemy kogoś, kto zauważy, zrozumie i przepracuje z naszym koniem jakąś jego traumę, jakiś jego problem. Czasem potrzebujemy kogoś, kto nas zwyczajnie wesprze w tym, co robimy. Czasem potrzebujemy być sami z naszym koniem. Czasem potrzebujemy być całkiem sami. Żeby lepiej poznać siebie, żeby bardziej zrozumiale komunikować swoje potrzeby i żeby skutecznie chronić swoich granic.


Koń ma wrodzone instynkty, ale także posiada zdolność zapamiętywania, uczenia się i zmiany swoich zachowań pod wpływem bodźców zewnętrznych – w zakresie swoich możliwości gatunkowych i osobniczych. Ten sam negatywny czynnik może u jednego konia spowodować otępienie, depresję, a u innego zachowania agresywne – ale wynikać to będzie u każdego z nich z tych samych wspólnych, podstawowych potrzeb, od których zaspokojenia zależy życie, zdrowie i szczęście (a brak zaspokojenia powoduje cierpienie, choroby lub śmierć). Jak chyba każda istota żywa, koń podlega wpływom środowiska, które kształtuje go od pierwszych dni życia. Klacz czasem dosadnie, zębami tłumaczy swojemu źrebakowi, że coś się jej nie podoba. Źrebię w naturalnych warunkach szybko zaczyna ogarniać komunikację w stadzie. Ciekawie jest obserwować, jak już parodniowe maluchy wiedzą, którego z dorosłych koni mogą przestawiać sobie z drogi, a którym lepiej szybko ustąpić miejsca. Kogo zaczepiać, żeby się pobawić, a za kim schować się w momencie zagrożenia. Komu lepiej dać więcej przestrzeni, a do kogo się przytulać, z kim się miziać i skubać, koło kogo szukać jedzenia i odpoczynku. Nasze źrebaki tak samo szybko uczą się, że człowiek nie daje się przestawiać i zaczepiać zębami, ale reaguje entuzjastycznie na delikatny dotyk i chętnie drapie, że można przy nim się bezpiecznie położyć spać, zrelaksować, że warto za nim podążać, bo zna mnóstwo ciekawych miejsc i rzeczy, no i całe stado zwraca uwagę na jego komunikaty. Nawiązywanie relacji, osobiste potrzeby i granice w relacjach, wzajemny wpływ i współpraca, to sprawy całkowicie naturalne dla koni.

Skoro więc nie oceniamy konia źle z tego powodu, że używa swoich zębów, tylko ustalamy własne granice i mamy świadomość, że to my jesteśmy odpowiedzialni za ich pilnowanie, to zadam jeszcze jedno przewrotne, ale wcale nie retoryczne pytanie: czy to dobrze, jeśli koń mnie gryzie? Wiele osób stanowczo zaprzeczy, bo cóż mogłoby być w tym dobrego? Przecież tego nie chcemy! Zacznę od strony bardziej oczywistej – co jest w tym złego? Oczywiście pomijam argumenty typu „bojkotuje prawa ustanowione przez ludzi”. Złe jest to, że to boli i może być niebezpieczne. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. O swoje bezpieczeństwo najłatwiej zadbać pilnując swojej strefy osobistej, odsuwając konia, gdy wykazuje zachowanie niebezpieczne, pracując z ziemi na odpowiednią odległość i zmniejszając ją stopniowo, w miarę poprawy wzajemnej komunikacji. Koń zaczyna inaczej traktować człowieka, który potrafi o siebie zadbać. Oczywiście to, że staramy się zrozumieć, z czego wynika zachowanie i znaleźć odpowiedź na przyczynę, także zwiększa nasze przyszłe bezpieczeństwo.


Ktoś mógłby powiedzieć, że złe jest to, że koń nas lekceważy, nie chce współpracować, boi się itd. Ale to jest PRZYCZYNA, nie efekt gryzienia. Tu przechodzimy właśnie do dobrych stron! Przecież gryzienie, jak inne zachowania, o czymś nas informuje. A to bardzo ważne! Parę razy koń poinformował mnie w ten sposób o swojej dolegliwości, o której nie wiedziałam. Czemu tak dosadnie mi to przekazał? Mogło to być dla niego nagłe, intensywne, lub – ja nie dostrzegłam wcześniejszych, delikatniejszych komunikatów. Czyli informacja. Informacja umożliwia zauważenie problemu, a więc też zrozumienie go i rozwiązanie. Chcemy przecież wiedzieć, że coś jest nie tak. Wybraliśmy konia, żywą istotę, dla której chcemy być przyjacielem, partnerem, przewodnikiem. Ale nawet jak jedziemy autem, chcemy, żeby się zaświeciły kontrolki, zanim coś się wydarzy. Rozpoznanie po dźwięku np. silnika, że dzieje się coś niepokojącego, także może nas uratować. Właściwe odczytywanie sygnałów umożliwia podjęcie kroków adekwatnych do sytuacji.


Co jeszcze dobrego? Jeśli koń nas gryzie, świadczy to o tym, że komunikuje się z nami. Tak, mógłby się nie komunikować. Jest sporo koni „grzecznych” – w depresji, z wyuczoną bezradnością, wytresowanych jak roboty, które nauczyły się, że z człowiekiem nie ma sensu próbować się komunikować. Taki koń nie stara się przekazać człowiekowi informacji (chociaż oczywiście wysyła informacje o swoim stanie całym ciałem), nie próbuje wejść w dyskusję, bo nie traktuje człowieka jako podmiot do rozmowy. A więc także – nie stara się czytać sygnałów człowieka, nie jest uważny na jego komunikaty, nie nawiązuje bliższej relacji. Działa według wyuczonych schematów, jak samochodzik na przyciski, nie ma więc mowy o współpracy. To koń, w którym człowiek stłamsił życie.


Gdy w naszym koniu życie buzuje, gdy jego dusza jest wolna, będzie wyrażał swoje zdanie. Gdy my jesteśmy żywi i wolni, możemy nawiązać z nim wartościową relację. I możemy mieć nieraz inne zadanie. I je wyrażać. Wszystko jest dobrze, póki nie prowadzimy monologów, ale także słuchamy i staramy się zrozumieć. W relacjach mogą być starcia. Nie chcemy się jednak kopać z koniem, co więc zrobić, by starcia nie były dla nas fizycznie bolesne i niebezpieczne?


Znowu podkreślę wcześniejszą myśl - być świadomymi sygnałów, które wysyłamy do konia, oraz być uważnymi na NAJDELIKATNIEJSZE komunikaty konia. Jeśli nie chcę, by koń mnie ugryzł, muszę zauważyć, kiedy ZACZYNA o tym myśleć i wtedy zareagować. Jak zareagować? Najlepiej tak, by zmienić jego sposób myślenia. Jeśli zaczyna pokazywać jakiś ból, okażę mu szacunek i troskę reagując na pierwszy, najsubtelniejszy sygnał. Jeśli zignoruję delikatne sygnały, koń przejdzie do niedelikatnych (lub się wycofa, wyłączy, zamknie w sobie). Najważniejsze, by okazać to, że widzimy i bierzemy pod uwagę, co koń do nas mówi. To zmienia nastawienie konia do nas. W zależności od sytuacji, czasem będziemy musieli dalej robić swoje, ale możemy zatrzymać się na chwilę, zwolnić, postarać się dotykać delikatniej, pomóc mu się rozluźnić.


Kiedy koń czuje, że go słyszymy, gdy szepcze, coraz mniej będzie miał potrzebę krzyczeć.


Jeśli koń gryzie, bo ma jakiś swój cel, a ja mu stoję na drodze (dosłownie lub w przenośni) to jemu na czymś bardzo zależy i chce być skuteczny. Czy ja też mam skonkretyzowany cel (ten mały, ten tu i teraz – nie cel życiowy, tylko cel aktualnej czynności), czy zależy mi na tym, co robię, skupiam się, wkładam w to serce i jestem konsekwentna, by być skuteczna? Często tylko to wystarcza, by koń zrezygnował ze swojego niekorzystnego dla nas pomysłu i podążył za nami. Podobnie jak my chętnie dołączamy do zaangażowanego lidera, który wierzy w sens swojej misji, a niechętnie wykonujemy rozkazy kierownika, który jest chaotyczny, niezorganizowany i nie ma planu.


No dobrze, ale co gdy właśnie teraz koń ma zdecydowanie inny plan niż my i próbuje go przeforsować siłą?Jeśli patrzę na całego konia, widzę co sobą pokazuje – dostrzegam też, o czym może myśleć, gdzie się kierować, jakie mieć zamiary. Jeśli zablokuję - na wczesnym etapie (gdy wymaga to mniej energii i jest łatwiejsze) - jego ruch, który mógł się skończyć np. ugryzieniem, mam w koniu efekt: „ejjj, on wie o czym ja myślę! Nie jest taki głupi, jak mi się wydawało...” Unikamy też w ten sposób siłowej, nerwowej konfrontacji i pokazujemy, że znamy własne granice i umiemy ich chronić. Dzięki temu koń widzi w nas wartościowego, mądrego partnera, na którym można polegać. Czy może inaczej: to, że uczymy się nie dopuszczać do niebezpiecznych sytuacji, znaczy, że jesteśmy mądrzy i potrafimy zadbać o siebie, a to z kolei świadczy także o tym, że jesteśmy silni i że można na nas polegać - a koń to widzi.


Koń lubi dobrze się czuć. Nikt nie lubi czuć się źle (dążenie do pogorszenia własnego stanu jest symptomem choroby/zaburzenia). Jeśli dbamy o to, by koń dobrze się czuł przy nas, podczas pracy - to będzie doceniał nasze towarzystwo. Jednak nie możemy też zapominać o naszym samopoczuciu. Konie wcale nie szukają oparcia w kimś, kto nie ma własnego zdania. Gdy koń już mnie ugryzł, nie zmienię tego, nie cofnę czasu. Ale to, jak zareaguję, będzie miało wpływ na przyszłość.


Zobacz!