ZAJĘCIA Z KOŃMI - PRACA Z KOŃMI - ZABAWA Z KOŃMI - ROZWÓJ Z KOŃMI

DLA KOGO LEKCJE NATURALNEGO JEŹDZIECTWA? CZY WARTO? JAK WYGLĄDA U NAS TRENING? Czyli co trzeba wiedzieć na początek. Jak zwykle: zaczynam od rozbudowanego wstępu, konkrety i przykłady na koniec. Jeździectwo - to słowo zawiera w sobie bardzo wiele różnych aspektów. Jeździectwo ma swoją czarną kartę (niemałą, niestety, i co gorsza, wciąż aktualną), ma też wspaniałe, budujące, jasne strony. Jeździectwo na całym świecie i w przeciągu wieków obejmowało i obejmuje wiele różnych stylów i dyscyplin. Słowo "jeździectwo" dotyczy jeżdżenia na koniach - trochę brakuje wyrazu, którym można by określić wszystkie aspekty UŻYTKOWANIA KONI przez człowieka (powożenie, hodowla, praca na roli, hipoterapia, praca z ziemi - różne nurty, rozwój osobisty w towarzyszeniu konia itp.). Bardzo podoba mi się angielskie określenie "horsemanship", które przywołuje w swoim programie Pat Parelli, podkreślając jego składowe elementy: HORSE-MAN-SHIP. Można by powiedzieć - taki wspólny rejs konia i człowieka. Jesteśmy jedną załogą. W dodatku słowo to nawiązuje do innego angielskiego słowa: "przyjaźń" (friend-ship). Takie zajmowanie się końmi, to rozumiem. I to jest idea, która mi przyświeca w pracy. Może macie pomysł na polski wyraz, odpowiednik angielskiego "horsemanship", który oddawałby w sobie to bogactwo znaczeń (koń na pierwszym miejscu, razem z człowiekiem, w obopólnej przyjaźni…)? Zastanawiałam się nad tym, ale nic nie wymyśliłam. Na szczęście język koni jest globalny, ponad ludzkimi podziałami narodowymi. Najważniejsze, to POZNAĆ, ZROZUMIEĆ, POKOCHAĆ. Czasem w innej kolejności. Uniwersalne, prawda?

Tylko, że do pięknych słów odwołuje się prawie każdy - a TO KONIE WERYFIKUJĄ, czy te słowa są prawdziwe, czyli żywe. Wcielone w życie.

Nie będę tutaj omawiać różnic między szkołami jeździeckimi, ani charakteryzować specyfiki poszczególnych typów użytkowania koni. Większość dobrych praktyk w pracy z końmi jest w gruncie rzeczy podobna, niezależnie od "stroju". DOBRYCH - to znaczy dobrych dla koni. Takich, które służą koniom. Albo od drugiej strony - które przynajmniej nie krzywdzą koni. Nie szkodzą im. Kiedy to możliwe? Kiedy to, co robimy, pozostaje w zgodzie z naturą konia - z jego możliwościami fizycznymi, umysłowymi, emocjonalnymi. Stąd nazwa NATURALNE METODY PRACY Z KOŃMI. Tu nie chodzi o styl, o to, czy mamy siodło west czy klasyczne, czy wolimy skakać, ćwiczyć figury ujeżdżeniowe, jeździć w teren, grać w polo, uprawiać woltyżerkę, prowadzić hipoterapię, czy fascynują nas zaprzęgi, rekonstrukcja historyczna, rajdy czy TREC… możliwości są naprawdę niezliczone, i nie ograniczają się do wąskiego wyboru między "sport czy rekreacja", "skoki czy ujeżdżenie", jak to się wielu ludziom wydaje. Jest naprawdę w czym przebierać, to są dostępne rzeczy, jeśli tylko się postaramy poszukać może trochę dalej. Musimy pamiętać jednak o podstawowej sprawie: to są NASZE, ludzkie zainteresowania. Do poszczególnych dyscyplin różne konie będą się nadawać mniej lub bardziej, lub wcale. Niektóre konie lubią robić pewne rzeczy, są hodowane w odpowiedniej selekcji lub po prostu "tak mają". Ale nawet jeśli mają predyspozycje, to od człowieka zależy W JAKI SPOSÓB będzie pracować z koniem. W jaki sposób będzie uczył go pożądanych zachowań, w jaki sposób będzie traktował konia zarówno w czasie treningów, jak i poza nimi. I naturalne metody komunikacji z końmi to właśnie SPOSÓB, w jaki się zachowujemy. Nasze nastawienie, podejście, świadomość, wiedza, umiejętności. Założenia, jakimi się kierujemy (o tym pisałam więcej w artykule "Moja droga z końmi"), i priorytety, jakie sobie wyznaczamy. Czy priorytetem jest dla mnie wynik na zawodach, czy relacja z moim koniem? Co robię, by osiągnąć mój główny cel? Odpowiedź na te pytania decyduje o tym, czy jestem "naturalny", czy nie. No to czas na konkrety. To całe ględzenie - jak wygląda w praktyce? Podam przykłady z mojej codziennej pracy i zasad, jakie panują w Chutorze. Kilka słów wyjaśnienia (no, kilka zdań…): każdy sobie dostosowuje zasady własnego miejsca do swoich potrzeb i warunków i te zasady nieco się różnią w zależności od stajni. Myślę jednak, że pisząc o naszych wyborach zobrazuję to, jak wartości/przekonania można przełożyć na rzeczywistość. Nasze zasady mają też na celu utrzymywanie i podnoszenie standardów pracy z koniem i z człowiekiem. Mam świadomość, że w wirze różnych zadań, obowiązków, problemów, mając na głowie utrzymanie rodziny, firmy, siebie, koni… łatwo jest pójść na łatwiznę, zapomnieć o ideałach, skupić się na tym, co niezbędne do "przetrwania" na rynku itp. Dlatego te zasady są dla mnie, abym trzymała poziom, jaki sobie wyznaczyłam, nie zbaczała z wytyczonej trasy i nie rozpraszała się na to, co nie jest spójne z drogą rozwoju naszego miejsca. Co mam na myśli, pisząc "poziom" czy "standardy"? W naszym przypadku nie będzie to serwowanie w przerwach kawy z ekspresu w chińskiej porcelanie czy siodła ozdobione gęsto kryształkami Swarovskiego. Nie, żebym miała coś przeciwko, jak ktoś chce nam sprezentować, to chętnie przyjmę - po prostu należy wybierać, w co wkłada się energię i środki. Ja wybieram: - dużo swobody dla koni, - dużo szacunku dla koni, - dbałość o dobrostan koni, - dbałość o przyjazne relacje z końmi (moje i moich klientów), - staranne edukowanie uczestników zajęć (tłumaczenie natury koni i zapoznawanie ze wszystkim, co jest potrzebne, by stać się dobrym i samodzielnym jeźdźcem - w przypadku nauki jazdy konnej), - staranne szkolenie koni, - wszelka praca zgodna z filozofią naturalnych metod komunikacji z końmi - elastyczność wobec potrzeb klienta (o ile nie kolidują z naszymi zasadami), - całościowe, wszechstronne podejście do nauki (sfera fizyczna, umysłowa, emocjonalna), - samorozwój, podnoszenie kwalifikacji, - indywidualne podejście, skupienie na konkretnej osobie, jej trudnościach, zainteresowaniach. Co z tego wynika? Wszędzie ostrzegam: Chutor to nie "szkółka jazdy konnej"! Dlaczego? By uniknąć nieporozumień. Chutor to nasz dom, nasze konie należą do naszej rodziny. Zajęcia z końmi dlatego nazywam zajęciami z końmi, że są to... uwaga... zajęcia z końmi!... a nie tylko "lekcja JAZDY konnej". Nasze konie nie biegają w kółko przez cały dzień. Żaden koń nie ma kilku lekcji pod rząd. Nie ma u nas jazd "za ogonem" w zastępie po ujeżdżalni. Nie przychodzi się "na gotowe", w ramach zajęć jest przygotowanie konia. I tak, jeśli ktoś nie potrafi w pełni samodzielnie oporządzić konia - według naszych standardów! - to czas, w którym pomagam i uczę, jak to zrobić i dlaczego w taki sposób, i dlaczego to ważne - również należy do czasu zajęć! A nie jest to 5 minut, machnięcie szczotką, wrzucenie siodła, ciach-popręg i wsiadamy. Moje gadanie, czyli TEORIA, także należy do zajęć! Dalej - żadna lekcja to nie tylko jazda. Zajęcia obejmują pracę z koniem z ziemi, w takim zakresie, w jakim jest to możliwe/potrzebne. Nawet w przypadku malutkich dzieci staram się, by nawiązały jakiś kontakt ze zwierzęciem, zanim na nie wsiądą i po zejściu: poprowadziły, pogłaskały, podziękowały - w zależności od wieku i możliwości dziecka. Jest dla mnie ważne, by dostrzegły, że koń czuje i myśli, że nie wolno traktować go przedmiotowo, że należy o niego zadbać. W przypadku trochę starszych, samodzielnych dzieci pokazuję też, jak bawić się z koniem, by czerpać radość ze wspólnego czasu i by pozostawać bezpiecznym w kontakcie ze zwierzęciem. Osobom nieco "bardziej dorosłym" i tym całkiem dorosłym pomagam dostrzec, jak koń może przyczynić się do ich rozwoju. Bardzo skupiam się na ćwiczeniach dosiadu. Dosiad to właściwie całe nasze ciało i to, jak ono się "trzyma" i zachowuje na koniu. "Konia kierujemy dosiadem" - to znane hasło. Co to znaczy dosiadem? To znaczy naszym ciałem, a więc ogromny wpływ mają tu myśli i emocje, bo one oddziaływują na ciało. To, co ono "robi", zarówno z ziemi jak i z siodła, decyduje o tym, na jakim poziomie jesteśmy. Przeciwieństwem dobrej jazdy jest "wiszenie na wodzach", brak samoświadomości, wyczucia, równowagi, chaotyczne ruchy lub napięcie. Ale to wszystko jest do przećwiczenia, więc spokojnie, każdy z nas ma coś do przepracowania, a konie genialnie w tym pomagają. O ile im pozwolimy.

Zajęcia z końmi z ziemi

Bardzo lubię prowadzić zajęcia stricte pracy z ziemi, i choć uwielbiam jeździć konno (serio!) i włóczyć się na końskim grzbiecie po świecie (nawet tym pobliskim świecie), to niezmiernie się cieszę, że wzrasta popularność pracy z ziemi i świadomość, jaki to ważny i niezbędny aspekt szkolenia ludzi i koni. Oczywiście, praca z ziemi nie jest niczym nowym! Występuje w większości szkół jeździeckich i chyba zawsze stanowiła przygotowanie konia do jazdy (i nie tylko jazdy), a porządny jeździec musiał umieć się obchodzić z koniem z ziemi. Ja w każdym razie przykładam duże znaczenie do tego, by człowiek potrafił zrozumieć podstawowe zasady naturalnej pracy z koniem ZANIM na niego wsiądzie, a także nabywać kompetencje do radzenia sobie w wymagających lub nowych sytuacjach. Czasem też zajęcia z ziemi mogą być zajęciami BEZ konia, szczególnie podczas warsztatów lub dłuższego cyklu lekcji. Są to ćwiczenia dla jeźdźca - rozciągające, poprawiające dosiad, równowagę, refleks, wprawę w posługiwaniu się sprzętem. Równie cenne są symulacje, czyli wcielanie się w rolę konia. Pomagają one uzmysłowić sobie gdzie popełniamy błędy i poszerzają świadomość wysyłanych sygnałów. Często wplatam je w jazdę, pokazując człowiekowi, jak to jest być koniem. To świetny, prosty sposób na to, by nauczyć się być skutecznym, a jednocześnie działać z coraz większym wyczuciem, zarówno z ziemi, jak i z siodła.

W "naturalu" stosuje się specyficzne pomoce (narzędzia) i traktuje się je w specyficzny sposób, ale to także nie jest nic "z kosmosu", tylko dobre praktyki i sposoby zebrane razem w spójną podstawę pracy z końmi, zgodną z ich naturalnym funkcjonowaniem, w poszanowaniu ich potrzeb, możliwości, uwarunkowań. Tak więc najczęściej stosowanym sprzętem u nas są liny i kantary sznurkowe. Wędzidło przeznaczone jest dla zaawansowanych jeźdźców, w pełni panujących nad swoją ręką. Jak byśmy mocno nie szarpnęli kantarem - nie ma porównania z szarpnięciem wędzidłem leżącym w tak delikatnym i intymnym miejscu, jakim jest wnętrze końskiego pyska. Nie zapominajmy też, że śluzówki nie chroni taka skóra, jaką koń jest pokryty "z zewnątrz", nie mówiąc o sierści. Poza tym dobrej jakości liny to sprzęt świetnie, lekko przekazujący nawet najmniejsze sygnały, pozwalający zarówno na delikatność, jak i skuteczność, na szybką reakcję (refleks, brak opóźnienia przy odpuszczeniu), do tego wytrzymały i nie wymagający specjalnej pielęgnacji, sprawdza się więc w każdych warunkach. Jeżdżąc "na sznurkach" na luźnych wodzach, uczymy się panować nad swoim ciałem, poprawiać komunikację dosiadem, a koniom przyznajemy rangę partnera, a nie wyłącznie stale kontrolowanego robota. Oddanie wodzy wymaga zaufania koniowi. Zaufanie jest niezbędnym elementem relacji. RELACJA JEST PRIORYTETEM w naturalnej pracy z końmi.