ZAJĘCIA Z KOŃMI - PRACA Z KOŃMI - ZABAWA Z KOŃMI - ROZWÓJ Z KOŃMI

DLA KOGO LEKCJE NATURALNEGO JEŹDZIECTWA? CZY WARTO? JAK WYGLĄDA U NAS TRENING? Czyli co trzeba wiedzieć na początek. Jak zwykle: zaczynam od rozbudowanego wstępu, konkrety i przykłady na koniec. Jeździectwo - to słowo zawiera w sobie bardzo wiele różnych aspektów. Jeździectwo ma swoją czarną kartę (niemałą, niestety, i co gorsza, wciąż aktualną), ma też wspaniałe, budujące, jasne strony. Jeździectwo na całym świecie i w przeciągu wieków obejmowało i obejmuje wiele różnych stylów i dyscyplin. Słowo "jeździectwo" dotyczy jeżdżenia na koniach - trochę brakuje wyrazu, którym można by określić wszystkie aspekty UŻYTKOWANIA KONI przez człowieka (powożenie, hodowla, praca na roli, hipoterapia, praca z ziemi - różne nurty, rozwój osobisty w towarzyszeniu konia itp.). Bardzo podoba mi się angielskie określenie "horsemanship", które przywołuje w swoim programie Pat Parelli, podkreślając jego składowe elementy: HORSE-MAN-SHIP. Można by powiedzieć - taki wspólny rejs konia i człowieka. Jesteśmy jedną załogą. W dodatku słowo to nawiązuje do innego angielskiego słowa: "przyjaźń" (friend-ship). Takie zajmowanie się końmi, to rozumiem. I to jest idea, która mi przyświeca w pracy. Może macie pomysł na polski wyraz, odpowiednik angielskiego "horsemanship", który oddawałby w sobie to bogactwo znaczeń (koń na pierwszym miejscu, razem z człowiekiem, w obopólnej przyjaźni…)? Zastanawiałam się nad tym, ale nic nie wymyśliłam. Na szczęście język koni jest globalny, ponad ludzkimi podziałami narodowymi. Najważniejsze, to POZNAĆ, ZROZUMIEĆ, POKOCHAĆ. Czasem w innej kolejności. Uniwersalne, prawda?

Tylko, że do pięknych słów odwołuje się prawie każdy - a TO KONIE WERYFIKUJĄ, czy te słowa są prawdziwe, czyli żywe. Wcielone w życie.

Nie będę tutaj omawiać różnic między szkołami jeździeckimi, ani charakteryzować specyfiki poszczególnych typów użytkowania koni. Większość dobrych praktyk w pracy z końmi jest w gruncie rzeczy podobna, niezależnie od "stroju". DOBRYCH - to znaczy dobrych dla koni. Takich, które służą koniom. Albo od drugiej strony - które przynajmniej nie krzywdzą koni. Nie szkodzą im. Kiedy to możliwe? Kiedy to, co robimy, pozostaje w zgodzie z naturą konia - z jego możliwościami fizycznymi, umysłowymi, emocjonalnymi. Stąd nazwa NATURALNE METODY PRACY Z KOŃMI. Tu nie chodzi o styl, o to, czy mamy siodło west czy klasyczne, czy wolimy skakać, ćwiczyć figury ujeżdżeniowe, jeździć w teren, grać w polo, uprawiać woltyżerkę, prowadzić hipoterapię, czy fascynują nas zaprzęgi, rekonstrukcja historyczna, rajdy czy TREC… możliwości są naprawdę niezliczone, i nie ograniczają się do wąskiego wyboru między "sport czy rekreacja", "skoki czy ujeżdżenie", jak to się wielu ludziom wydaje. Jest naprawdę w czym przebierać, to są dostępne rzeczy, jeśli tylko się postaramy poszukać może trochę dalej. Musimy pamiętać jednak o podstawowej sprawie: to są NASZE, ludzkie zainteresowania. Do poszczególnych dyscyplin różne konie będą się nadawać mniej lub bardziej, lub wcale. Niektóre konie lubią robić pewne rzeczy, są hodowane w odpowiedniej selekcji lub po prostu "tak mają". Ale nawet jeśli mają predyspozycje, to od człowieka zależy W JAKI SPOSÓB będzie pracować z koniem. W jaki sposób będzie uczył go pożądanych zachowań, w jaki sposób będzie traktował konia zarówno w czasie treningów, jak i poza nimi. I naturalne metody komunikacji z końmi to właśnie SPOSÓB, w jaki się zachowujemy. Nasze nastawienie, podejście, świadomość, wiedza, umiejętności. Założenia, jakimi się kierujemy (o tym pisałam więcej w artykule "Moja droga z końmi"), i priorytety, jakie sobie wyznaczamy. Czy priorytetem jest dla mnie wynik na zawodach, czy relacja z moim koniem? Co robię, by osiągnąć mój główny cel? Odpowiedź na te pytania decyduje o tym, czy jestem "naturalny", czy nie. No to czas na konkrety. To całe ględzenie - jak wygląda w praktyce? Podam przykłady z mojej codziennej pracy i zasad, jakie panują w Chutorze. Kilka słów wyjaśnienia (no, kilka zdań…): każdy sobie dostosowuje zasady własnego miejsca do swoich potrzeb i warunków i te zasady nieco się różnią w zależności od stajni. Myślę jednak, że pisząc o naszych wyborach zobrazuję to, jak wartości/przekonania można przełożyć na rzeczywistość. Nasze zasady mają też na celu utrzymywanie i podnoszenie standardów pracy z koniem i z człowiekiem. Mam świadomość, że w wirze różnych zadań, obowiązków, problemów, mając na głowie utrzymanie rodziny, firmy, siebie, koni… łatwo jest pójść na łatwiznę, zapomnieć o ideałach, skupić się na tym, co niezbędne do "przetrwania" na rynku itp. Dlatego te zasady są dla mnie, abym trzymała poziom, jaki sobie wyznaczyłam, nie zbaczała z wytyczonej trasy i nie rozpraszała się na to, co nie jest spójne z drogą rozwoju naszego miejsca. Co mam na myśli, pisząc "poziom" czy "standardy"? W naszym przypadku nie będzie to serwowanie w przerwach kawy z ekspresu w chińskiej porcelanie czy siodła ozdobione gęsto kryształkami Swarovskiego. Nie, żebym miała coś przeciwko, jak ktoś chce nam sprezentować, to chętnie przyjmę - po prostu należy wybierać, w co wkłada się energię i środki. Ja wybieram: - dużo swobody dla koni, - dużo szacunku dla koni, - dbałość o dobrostan koni, - dbałość o przyjazne relacje z końmi (moje i moich klientów), - staranne edukowanie uczestników zajęć (tłumaczenie natury koni i zapoznawanie ze wszystkim, co jest potrzebne, by stać się dobrym i samodzielnym jeźdźcem - w przypadku nauki jazdy konnej), - staranne szkolenie koni, - wszelka praca zgodna z filozofią naturalnych metod komunikacji z końmi - elastyczność wobec potrzeb klienta (o ile nie kolidują z naszymi zasadami), - całościowe, wszechstronne podejście do nauki (sfera fizyczna, umysłowa, emocjonalna), - samorozwój, podnoszenie kwalifikacji, - indywidualne podejście, skupienie na konkretnej osobie, jej trudnościach, zainteresowaniach. Co z tego wynika? Wszędzie ostrzegam: Chutor to nie "szkółka jazdy konnej"! Dlaczego? By uniknąć nieporozumień. Chutor to nasz dom, nasze konie należą do naszej rodziny. Zajęcia z końmi dlatego nazywam zajęciami z końmi, że są to... uwaga... zajęcia z końmi!... a nie tylko "lekcja JAZDY konnej". Nasze konie nie biegają w kółko przez cały dzień. Żaden koń nie ma kilku lekcji pod rząd. Nie ma u nas jazd "za ogonem" w zastępie po ujeżdżalni. Nie przychodzi się "na gotowe", w ramach zajęć jest przygotowanie konia. I tak, jeśli ktoś nie potrafi w pełni samodzielnie oporządzić konia - według naszych standardów! - to czas, w którym pomagam i uczę, jak to zrobić i dlaczego w taki sposób, i dlaczego to ważne - również należy do czasu zajęć! A nie jest to 5 minut, machnięcie szczotką, wrzucenie siodła, ciach-popręg i wsiadamy. Moje gadanie, czyli TEORIA, także należy do zajęć! Dalej - żadna lekcja to nie tylko jazda. Zajęcia obejmują pracę z koniem z ziemi, w takim zakresie, w jakim jest to możliwe/potrzebne. Nawet w przypadku malutkich dzieci staram się, by nawiązały jakiś kontakt ze zwierzęciem, zanim na nie wsiądą i po zejściu: poprowadziły, pogłaskały, podziękowały - w zależności od wieku i możliwości dziecka. Jest dla mnie ważne, by dostrzegły, że koń czuje i myśli, że nie wolno traktować go przedmiotowo, że należy o niego zadbać. W przypadku trochę starszych, samodzielnych dzieci pokazuję też, jak bawić się z koniem, by czerpać radość ze wspólnego czasu i by pozostawać bezpiecznym w kontakcie ze zwierzęciem. Osobom nieco "bardziej dorosłym" i tym całkiem dorosłym pomagam dostrzec, jak koń może przyczynić się do ich rozwoju. Bardzo skupiam się na ćwiczeniach dosiadu. Dosiad to właściwie całe nasze ciało i to, jak ono się "trzyma" i zachowuje na koniu. "Konia kierujemy dosiadem" - to znane hasło. Co to znaczy dosiadem? To znaczy naszym ciałem, a więc ogromny wpływ mają tu myśli i emocje, bo one oddziaływują na ciało. To, co ono "robi", zarówno z ziemi jak i z siodła, decyduje o tym, na jakim poziomie jesteśmy. Przeciwieństwem dobrej jazdy jest "wiszenie na wodzach", brak samoświadomości, wyczucia, równowagi, chaotyczne ruchy lub napięcie. Ale to wszystko jest do przećwiczenia, więc spokojnie, każdy z nas ma coś do przepracowania, a konie genialnie w tym pomagają. O ile im pozwolimy.

Zajęcia z końmi z ziemi

Bardzo lubię prowadzić zajęcia stricte pracy z ziemi, i choć uwielbiam jeździć konno (serio!) i włóczyć się na końskim grzbiecie po świecie (nawet tym pobliskim świecie), to niezmiernie się cieszę, że wzrasta popularność pracy z ziemi i świadomość, jaki to ważny i niezbędny aspekt szkolenia ludzi i koni. Oczywiście, praca z ziemi nie jest niczym nowym! Występuje w większości szkół jeździeckich i chyba zawsze stanowiła przygotowanie konia do jazdy (i nie tylko jazdy), a porządny jeździec musiał umieć się obchodzić z koniem z ziemi. Ja w każdym razie przykładam duże znaczenie do tego, by człowiek potrafił zrozumieć podstawowe zasady naturalnej pracy z koniem ZANIM na niego wsiądzie, a także nabywać kompetencje do radzenia sobie w wymagających lub nowych sytuacjach. Czasem też zajęcia z ziemi mogą być zajęciami BEZ konia, szczególnie podczas warsztatów lub dłuższego cyklu lekcji. Są to ćwiczenia dla jeźdźca - rozciągające, poprawiające dosiad, równowagę, refleks, wprawę w posługiwaniu się sprzętem. Równie cenne są symulacje, czyli wcielanie się w rolę konia. Pomagają one uzmysłowić sobie gdzie popełniamy błędy i poszerzają świadomość wysyłanych sygnałów. Często wplatam je w jazdę, pokazując człowiekowi, jak to jest być koniem. To świetny, prosty sposób na to, by nauczyć się być skutecznym, a jednocześnie działać z coraz większym wyczuciem, zarówno z ziemi, jak i z siodła.

W "naturalu" stosuje się specyficzne pomoce (narzędzia) i traktuje się je w specyficzny sposób, ale to także nie jest nic "z kosmosu", tylko dobre praktyki i sposoby zebrane razem w spójną podstawę pracy z końmi, zgodną z ich naturalnym funkcjonowaniem, w poszanowaniu ich potrzeb, możliwości, uwarunkowań. Tak więc najczęściej stosowanym sprzętem u nas są liny i kantary sznurkowe. Wędzidło przeznaczone jest dla zaawansowanych jeźdźców, w pełni panujących nad swoją ręką. Jak byśmy mocno nie szarpnęli kantarem - nie ma porównania z szarpnięciem wędzidłem leżącym w tak delikatnym i intymnym miejscu, jakim jest wnętrze końskiego pyska. Nie zapominajmy też, że śluzówki nie chroni taka skóra, jaką koń jest pokryty "z zewnątrz", nie mówiąc o sierści. Poza tym dobrej jakości liny to sprzęt świetnie, lekko przekazujący nawet najmniejsze sygnały, pozwalający zarówno na delikatność, jak i skuteczność, na szybką reakcję (refleks, brak opóźnienia przy odpuszczeniu), do tego wytrzymały i nie wymagający specjalnej pielęgnacji, sprawdza się więc w każdych warunkach. Jeżdżąc "na sznurkach" na luźnych wodzach, uczymy się panować nad swoim ciałem, poprawiać komunikację dosiadem, a koniom przyznajemy rangę partnera, a nie wyłącznie stale kontrolowanego robota. Oddanie wodzy wymaga zaufania koniowi. Zaufanie jest niezbędnym elementem relacji. RELACJA JEST PRIORYTETEM w naturalnej pracy z końmi.

Jestem odpowiedzialna za moje konie, ich samopoczucie, zdrowie i bezpieczeństwo oraz pracę na stałych, jasnych i korzystnych zasadach, i to samo staram się zapewnić ludziom, którzy do mnie przychodzą. Dlatego nie ma opcji, żebym "udostępniła" komuś konie - że sobie sam weźmie i pojeździ. Na jazdy w teren i rajdy zabieram po przynajmniej krótkim przeszkoleniu na miejscu, i mojej ocenie możliwości - to takie minimum. Pytam o oczekiwania i słucham potrzeb ludzi, to dla mnie bardzo ważne, byście się dobrze czuli i spełniali swoje marzenia, ale to ja podejmuję ostateczną decyzję o tym, jakiego konia bierze dana osoba, czy będzie jeździć samodzielnie, co będziemy ćwiczyć, czy pojedziemy w teren. Ponieważ zależy mi na bezpieczeństwie i ponieważ wiem, że szybko rzadko znaczy dobrze. I, jak mawia Pat, lepiej wcześniej zrobić więcej, po to, by później zrobić mniej. No i to ja najlepiej znam nasze konie i w największym stopniu potrafię ocenić, co który już umie i do czego się nadaje. Jak każdy człowiek mogę popełnić błąd, tym bardziej więc, wbrew swojej naturze kochającej przygodę, jestem ostrożna. Co nie znaczy, że nie stawiam przed uczestnikami zajęć wyzwań i trudnych zadań, a w tereny jeżdżę prostą drogą, o, wręcz przeciwnie. Nuda (w sensie rutyny i zbyt łatwych zajęć) na dłuższą metę blokuje rozwój i budzi zniechęcenie, zarówno u ludzi, jak i u koni. Ale, z drugiej strony, aby się czegoś nauczyć, potrzebna jest też wytrwałość i powtarzanie. Wszystko trzeba odpowiednio wyważyć i każdorazowo dopasować do konkretnej sytuacji. Dlatego czasem zmieniam plan zajęć w odpowiedzi na okoliczności. Nie robię na siłę tego, co widzę, że w tym momencie nie działa. Wymaga to też pewnej elastyczności od jeźdźca, ponieważ wiem sama po sobie, że czasem nasze plany na temat tego, co będziemy za cuda wyprawiać na koniu, okazują się mało realistyczne na daną chwilę. Zwykle jednak wystarczy dać sobie trochę czasu, otworzyć się, i wszystko przychodzi. Bardzo lubię też uczyć dzieci i osoby "zielone", początkujące, ponieważ uważam to za szalenie ważne, by pierwsze doświadczenia z końmi były jak najlepsze i przyniosły świadomość tego, jakie są naturalne potrzeby gatunkowe koni i co z tego wynika dla człowieka. Nie mniej jednak cieszę się za każdym razem, kiedy swoją pracą zmienię czyjeś zakodowane nastawienie, np. przepracujemy lęk po upadku z konia czy odsiejemy przekonania utrudniające nawiązanie relacji z koniem (typu konie są złośliwe, nie da się kontrolować konia bez wędzidła itp.). Innym tematem są tereny. Jeśli są prowadzone byle jak, mogą, jak każda jazda, stać się bezmyślnym "klepaniem tyłka" po końskim grzbiecie. Jednak jazda w teren, a także spacer w terenie z koniem w ręku, ma wielki potencjał rozwojowy i stanowić może fantastyczny trening dla człowieka i konia. "Mój świat" to rajdy turystyczne, też survivalowe, i chętnie do tego świata zapraszam osoby otwarte na nowe doświadczenia i szukające wyjazdów opartych na zasadach jeździectwa naturalnego i prowadzonych z troską o zdrowie koni.

Z czym wiąże się troska o zdrowie koni, które pracują? Na przykład ze rozstępowaniem koni na początku i na koniec jazdy, dopasowaniem tempa i ilości wysiłku do kondycji, predyspozycji konia, używaniem dobrego sprzętu, wyznaczaniem przerw na popas (koń nie może mieć pustego żołądka!). Nasze konie nie pracują też w upały na piaszczystym placu (pył, gorąco, muchy). Takie jazdy odbywają się rano lub wieczorem. Pełne słońce w ciągu letniego dnia to czas, w którym stado chowa się w cieniu drzew lub pod wiatę. Wychodzą sobie na łąkę w nocy, lub gdy upał zelżeje. To ich rytm. Daję koniom czas i przestrzeń wtedy, kiedy to możliwe. Nie zaczynamy zajęć od poganiania i wymagań, tylko od przywitania się i spokojnego, uważnego przyjrzenia, w jakim stanie i nastroju znajduje się koń. Oczywiście, często proszę je, by wykonały dla mnie jakąś pracę, a są to bardzo różne obowiązki, i nie zawsze akurat mają na to ochotę. Jeśli jakiś koń ma zły dzień i mogę wziąć innego, to biorę innego. Jeśli nie mogę, staram się na tyle, na ile okoliczności pozwalają, dostosować sposób prowadzenia zajęć do potrzeb konia, jestem uczciwa (przewidywalna) w swoich oczekiwaniach, nagradzam, robię przerwy. Tłumaczę klientom czasem tak proste, ale ważne rzeczy jak to, że koń to nie rower, jaka jest etyka mojej pracy, z czego wynika dane zachowanie moje czy konia, co chcemy osiągnąć i po czym poznać, czy jesteśmy na dobrej drodze. Jeszcze inna sprawa to nieprzewidywalność. Żywe zwierzę - właściwie w tym się wszystko zawiera. Nie chodzi tylko o to, że koń może się czegoś przestraszyć, nawet, jeśli generalnie jest spokojny i oswojony ze "strachami". Chodzi także o zdrowie - temat rzeka...a finansowo studnia bez dna... Jeśli mam jednego konia, który jest gotowy, by ciągnąć sanie, a w dzień umówionego kuligu ten koń pokazuje, że boli go noga (kuleje, ma trudność ze swobodnym poruszaniem się - i nie, konie nie są w stanie udawać) to nie wezmę go, ani innego konia, który nie jest w odpowiedniej kondycji, ani nie wypożyczę obcego konia (małe prawdopodobieństwo, by znaleźć w pobliżu konia do zaprzęgu wyszkolonego naturalnie...), tylko jestem zmuszona odwołać kulig. To normalne i oczywiste dla każdego koniarza, ale ponieważ mało osób ma na co dzień do czynienia z opieką nad końmi, toteż nie wszyscy zdają sobie sprawę ze specyfiki tej pracy. Na co jeszcze zwracam uwagę, kiedy prowadzę zajęcia z końmi? Bardzo ważny dla mnie jest aspekt rozwojowy. Zarówno jak chodzi o dzieci, osoby niepełnosprawne, jak i o wysportowanych fit dorosłych. Konie mają w sobie niezwykły potencjał bycia naszymi przewodnikami w samorozwoju. I to nie tylko podczas specjalnych kursów rozwojowych z towarzyszeniem koni, ale podczas każdego kontaktu, jazdy, pracy z ziemi, która jest prowadzona z otwartością, przez osobę świadomą procesów, jakie uruchamiają/mogą uruchamiać konie. Obejmują one obszar fizyczny, duchowy, umysłowy, emocjonalny. Zajęcia z końmi mogą mieć formę sesji relaksacyjnej, a mogą być sportowym treningiem, jednak z uwagi na to, że nie są to ćwiczenia na macie, ale WSPÓŁPRACA i BLISKI KONTAKT z (dużą i silną) ISTOTĄ obdarzoną własną wolą, myślącą, czującą, odpowiadającą na nasze sygnały i wysyłającą własne komunikaty, zawsze będą to zajęcia wszechstronne. Chyba, że się na to zamkniemy. Inne moje końskie zainteresowania to np.: TREC (niedawno przeze mnie "odkryty"!), elementy jazdy western (pierwsza, młodzieńcza fascynacja), academic art of riding, trail/cross, facylitacja, rajdy długodystansowe, trekking z końmi, powożenie, skiring, elementy woltyżerki/dżygitowki, fotografia koni... Nic się nie wyklucza i wszystko jest możliwe dzięki temu, czego nauczyłam się z "naturala". Specjalizacje, konkretne zadania, ćwiczenia, to tylko (aż) kolejne zabawy z koniem. Inspiracje można czerpać z różnych stylów, można spełniać się czy sprawdzać startując w różnych zawodach, ważny jest sposób, w jaki komunikujemy się z końmi. Czy jest dla nich zrozumiały, czy jest dialogiem, czy dbamy o chęć kopytnego rozmówcy do uczestnictwa w naszej zabawie? Kiedy zajęcia z końmi można nazwać naturalnymi? Nie wtedy, gdy koń ma na głowie kantar sznurkowy, ale wtedy, gdy jeździec uczy się o naturze konia, kiedy zachcianki ludzi nie stoją ponad dobrem koni, kiedy konie pracują w sposób zgodny z ich psychiką, zdolnością rozumienia i biomechaniką. A to znaczy np. (czy może przede wszystkim) że prowadzący dba o ROZLUŹNIENIE konia (i jeźdźca).

DLA KOGO TAKIE ZAJĘCIA? Dla tych, którzy widzą różnicę i dla których cenny jest czas spędzony na poznawaniu koni i na własnym rozwoju. Zaowocuje to niezależnie od tego, jakie jest Twoje dotychczasowe doświadczenie z końmi. Ile osób, tyle sytuacji, a do każdej sytuacji jest kilka rozwiązań.


Dla kogo NIE są przeznaczone?

Jeśli szukasz szkółki, w której panuje pośpiech, presja lub nerwowa atmosfera, lekcje są rutynowe i schematyczne, konie są traktowane przedmiotowo, to nie mam Ci nic do zaproponowania. Jeśli priorytetem są dla Ciebie starty w zawodach i osiągnięcia sportowe lub chcesz jeździć tylko na kontakcie, nie chcesz zatrzymywać się, żeby podziękować koniowi czy głaskać go podczas jazdy, zabawy z ziemi i czas dla konia, bez wymagań, uważasz za głupotę i stratę czasu, a sens ma dla Ciebie tylko jeżdżenie, najlepiej ciągle "dużo, wysoko i szybko" - na pewno znajdziesz mnóstwo ciekawych miejsc, które odpowiedzą na Twoje oczekiwania i zapewnią satysfakcję. Nasze ma inny profil. Jeśli nie ma dla Ciebie znaczenia sposób prowadzenia zajęć, tylko szukasz miejsca, gdzie jak najdłużej pojeździsz za jak najniższą cenę - na pewno znajdziesz jazdy tańsze od naszych.


Jaki jest mój indywidualny styl pracy z ludźmi i końmi?

Holistyczny. Czyli taki, który sprzyja całościowemu, wszechstronnemu rozwojowi zarówno człowieka, jak i konia. Biorę pod uwagę różne aspekty zajęć z końmi. Każdy nauczyciel ma swój własny sposób uczenia. Uczeń powinien wybrać sobie nauczyciela, który najlepiej mu odpowiada, z którym ma dobry kontakt, który wspiera go w procesie rozwoju. W ciągu lat doświadczeń pracy z końmi i z ludźmi, nieustannego uczenia się od mistrzów, którzy mnie inspirują, wypracowałam swój styl i zasady pracy. Opierają się one przede wszystkim na psychologii uczenia się koni i ludzi, a także wypływają - jak u każdej osoby zajmującej się uczeniem - z własnego doświadczenia, przekonań, charakteru, osobowości. Nauka w przypadku koni zawsze przebiega na kilku równorzędnych płaszczyznach: koń - nauczyciel, uczeń - nauczyciel, para koń i uczeń - nauczyciel (tę porządkującą myśli rozpiskę zawdzięczam Krystianowi). Nad każdą z tych płaszczyzn staram się pracować równomiernie, choć nie zawsze jednocześnie (np. przygotowanie konia do pracy z dzieckiem musi się odbywać dużo wcześniej).

I na koniec podsumowujące hasła, słowa-klucze: naturalna komunikacja, natura koni, potrzeby gatunkowe, indywidualne podejście, oddech, energia, przestrzeń, ruch, wzajemność, rozluźnienie, relaks, praca z ziemi, zabawa, przygoda, rozwój, ćwiczenie harmonijnego dosiadu, świadomość, emocje, ciało, wiedza teoretyczna, nastawienie, przekonania, doświadczanie, przyzwolenie na popełnianie błędów, umiejętności praktyczne, wolność, miłość, dobro, tu i teraz, otwartość, relacja.



Zobacz!