Wszechstronne ćwiczenie - nie tylko na dosiad

Chcemy czuć się bezpiecznie i pewnie na koniu w każdej sytuacji, jeździć w harmonii z koniem, chcemy rozluźnienia, elastyczności, przepuszczalności, zaangażowania, chcemy, by nasze ciało nie przeszkadzało koniowi w ruchu, by nasz dosiad był sposobem komunikacji, porozumienia, a nie udręką dla nas i dla konia, chcemy, by koń czuł się swobodnie z jeźdźcem na grzbiecie, poruszał się w równowadze, nie chcemy mieć konia robota ani niewolnika, chcemy kierować koniem dosiadem, delikatnie i skutecznie, chcemy być wymarzonym jeźdźcem dla naszego konia i marzymy o koniu który podąża za naszymi sugestiami... Wiemy, że to zależy od nas i że ważne jest, by nasza ręka nie wprowadzała chaosu i sprzecznych sygnałów, by dosiad był niezależny, głęboki, nasz balans prawidłowy…


Czy jest jakieś cudowne ćwiczenie na to wszystko? Jest! W programie PNH nazwane zostało lekcją pasażerską (passenger lesson). To nie żadna magia, ale wspaniałe narzędzie, pomagające osiągnąć powyższe cele. W dodatku nie jest zależne od poziomu zaawansowania - można je dopasować do umiejętności zarówno jeźdźca jak i konia. A więc o co w tym chodzi: najprościej mówiąc, jazda pasażerska to bycie "pasażerem" na koniu i oddanie mu "kierownicy". Koń kieruje, ja sobie ćwiczę dosiad. Brzmi banalnie? Ważne jest jednak w jaki sposób to robimy, czy faktycznie wykonujemy to ćwiczenie na 100%, czy może tylko pozornie, i dobrze jest mieć świadomość, nad czym w danym momencie pracujemy.


Bycie pasażerem może być trudne dla osób, które nie ufają swoim koniom, boją się wypuścić wodze z ręki, lub uważają, że powinny przez cały czas mieć sytuację pod kontrolą. Pomyśl o sytuacji, kiedy ktoś w samochodzie z fotela kierowcy przesiada się obok, na fotel pasażera… Nawet mi się zdarzyło w takich okolicznościach odruchowo wciskać nieistniejący hamulec, chociaż nie przepadam za prowadzeniem auta i wolę słuchać muzyki, niż obserwować znaki drogowe. Znacie osoby, które ciągle się wtrącają, pouczają, poprawiają, niemal wyrywają kierownicę? Frustrujące, prawda? A może sami jesteście takimi wkurzającymi pasażerami? Nie bądźcie nimi dla swojego konia. Jego to też denerwuje. On ma swoje nogi i swój rozum, swój sposób działania. I on o tym wie. Tylko czasem człowiek o tym zapomina. Bo nawet słaby kierowca potrzebuje praktykować za kółkiem. Rzecz jasna na początku - powoli, z instruktorem obok, który w razie potrzeby chwyci za kierownicę lub zahamuje, by zapobiec wypadkowi. Ale tylko po to. I potem kursant dalej jedzie sam. Bądźmy dobrymi instruktorami dla naszych koni. Pomóżmy im spokojnie poruszać się w ludzkim świecie. Nie karzmy za samodzielność. Jeśli ktoś zawsze trzymałby za nas kierownicę, nigdy nie mielibyśmy szansy przejąć inicjatywy i odpowiedzialności za podróż.


Jak widać, taka forma jazdy to lekcja i dla konia, i dla człowieka. Pomaga nie tylko w poprawie dosiadu, ale także ma duże znaczenie w relacji człowieka z koniem. Jeżeli chcę uważać konia za mojego partnera, to muszę się zastanowić jak on się czuje, jakie są jego potrzeby i cele. Nie nazywam przyjacielem kogoś, kto kontroluje mnie na każdym kroku, jak tylko go spotkam. Kto zawsze oczekuje ode mnie dokładnie określonych odpowiedzi i nie pozwala mi mieć własnego zdania, ani podejmować swoich decyzji. Co to znaczy w kontekście jazdy konnej? Ano, trzeba się zastanowić, jak gospodaruję czasem, który spędzam na końskim grzbiecie. Oczywiście dotyczy to tak samo czasu, który spędzam z koniem z ziemi, ale skupiamy się teraz na jeździe. Czy nie jest tak, że od początku do końca jazdy nieustannie kieruję koniem i staram się na niego wpływać? Czy tylko ja podejmuję decyzje, czy także mój koń ma na to przestrzeń? A jeśli ma, to ile? Czy mogę mu dać tego więcej? Jaka jest proporcja? Sprawdź z zegarkiem w ręku! I zadaj sobie parę pytań: jak się czuję oddając ster koniowi? czy faktycznie odpuszczam i co wtedy pokazuje mi mój koń?


Przejdźmy do strony praktycznej. W zależności od naszego poczucia bezpieczeństwa, doświadczenia, umiejętności jeździeckich oraz tego, z jakim koniem mamy do czynienia, musimy dopasować zasady naszej jazdy. Czyli początkowo zaczynamy na niewielkim, ogrodzonym, bezpiecznym, dobrze znanym koniowi placu, na którym nie ma przeszkód i utrudnień (na przykład innych koni i ludzi). W przypadku konia mocno reaktywnego, "do przodu", "długiego" - dobrze sprawdzi się round pen czy inny okrągły, mały plac. Dla koni "krótkich" lepszy jest większy i bardziej urozmaicony, by nie zmniejszać ich motywacji do ruchu. I, o ile nie robiliśmy tego już wcześniej, najlepiej najpierw wsiąść i robić nic. To znaczy pozwolić koniowi stać. Jeżeli nasz koń zawsze niepokoi się i kręci przy wsiadaniu i raczej nigdy nie stoi spokojnie, kiedy już jesteśmy w siodle, to jest to znak, że ewidentnie musimy się trochę (lub bardzo) cofnąć i przepracować podstawowe rzeczy, przyjrzeć się swojej jeździe i ogólnie relacji z koniem, a także jego zdrowiu. Jeżeli koń ma ochotę lub potrzebę stać, nie chce mu się chodzić lub ma jakiś opór związany z ruchem, to dobrze jest całą sesję - ile tylko mamy czasu - poświęcić na to, żeby tak sobie z nim pobyć z siodła. Nie prosić o nic, tylko ewentualnie pomasować, drapać, głaskać, starać się rozluźniać. Można porobić ćwiczenia oddechowe lub relaksacyjne.

Jeśli jesteś zainteresowany naprawdę swoim koniem i chcesz wiedzieć, jaką on by teraz podjął decyzję, to pozwól mu to pokazać. I bądź z nim w tej decyzji: chcesz stać? okej, stoimy sobie razem. To straszne, spędzić tak godzinę treningu? Jak się o tym czyta, to niekoniecznie, ale jak zacznie padać deszcz, może być gorzej. Albo jak obok ktoś właśnie daje popis swoich możliwości jeździeckich. Ale pomyśl, ile czasu spędzają razem konie na pastwisku, stojąc obok siebie, grzejąc się w słońcu lub chowając w cieniu, pasąc się, drapiąc wzajemnie, odganiając od much... To jest koński sposób spędzania czasu razem. Kiedy twój przyjaciel i ty lubicie razem oglądać filmy, to nie będzie ci szkoda dwóch godzin na wspólne spędzenie wieczoru. Podobnie będąc z koniem możesz okazać mu, że jest dla ciebie ważny. Oczywiście także chcemy pokazać że to, co my lubimy robić jest fajne i sprawić, żeby koń to polubił, ale tak samo pozwólmy naszym koniom pokazywać, co one lubią i co one chcą robić, i róbmy to razem z nimi również z siodła. Bo czasem bywa tak, że z ziemi traktujemy konia jak przyjaciela, spędzamy z nim czas bez wymagań, robimy coś dla niego, ale jak tylko wsiądziemy, to nagle zasady się zmieniają... W wypadku, gdy twój koń nie jest tych, co lubią długo stać w miejscu (lub po prostu akurat ma dużo energii czy jest podekscytowany), ale ty nie czujesz się gotowy na dzikie galopy bez wodzy, to pozwól mu ruszyć stępem, ale zwalniaj, gdy prędkość zacznie cię niepokoić.


Jeśli twój koń już wie, że twoja obecność i to, że wsiadłeś na niego, nie oznacza od razu, że on coś musi, jeśli potrafi stać spokojnie, to poproś go o stęp. Na początku nie rób za długich lekcji, zsiadaj od razu, jak poczujesz progres (większy spokój, lepsze połączenie, płynniejsze reakcje, wyjście z niekorzystnego schematu, zmiana myślenia). Może twój koń będzie się kręcił cały czas przy wyjściu, może będzie się zwracał w stronę innych koni, może będzie zagubiony i zdziwiony, że nie mówisz mu gdzie ma iść, a może będzie z ciekawością eksplorował teren - daj mu chodzić według własnego wyboru, nie dotykaj wodzy! I oczywiście nie tylko nie kieruj wodzami, dosiadem też nie! Przypatrz się sobie uważnie, czy nie próbujesz w żadnym stopniu, w żaden sposób wpływać na decyzje konia co do kierunku ruchu. Nawet, jeśli będzie przez godzinę robić dwa kroki w lewo, dwa kroki w prawo przy bramie, nie każ mu iść bardziej do przodu! A jeśli twój koń ma problem z utrzymaniem zadanego chodu i będzie ciągle przechodził do kłusa lub nieustannie się zatrzymywał, potraktuj to jako okazję do wyćwiczenia idealnych przejść. Taki trening buduje w koniu świadomość odpowiedzialności za to, jak idzie. Konie nieustannie sterowane bywają pod jeźdźcem nieuważne. Konie notorycznie poganiane, jeżdżone "na podtrzymaniu", nie mają szansy poczuć się mądre i ważne, ponieważ jeździec zabiera im całą odpowiedzialność za ruch. Jazda pasażerska to więc także sposób na naukę utrzymywania zadanego chodu - o ile nie będziesz poprawiał konia "z wyprzedzeniem". Rób to, co on, zaobserwuj, o czym myśli. To bardzo cenne poznawać swojego partnera. Z sesji na sesję zwracaj uwagę na to, co się zmienia na lepsze, jednak przemyśl też to wszystko, co powie ci koń, kiedy mu na to pozwolisz. Zastanów się, z czego wynikają jego zachowania i o czym świadczą. I jak możesz wam pomóc.


Lekcja pasażerska w stępie pozwala tobie i koniowi poczuć się bezpiecznie i swobodnie w określonych granicach, na takiej przestrzeni, na jaką jesteście obydwoje gotowi. Nie zapominaj od czasu do czasu sprawdzić, czy twój kierowca nie wolałby się wspólnie z tobą zrelaksować, zamiast robić kolejne kilometry. Z czasem będziesz mógł sobie pozwolić na całkowite oddanie kontroli koniowi na otwartej przestrzeni. Warunkiem jest to, żebyś był pewien, że w każdym momencie możesz powiedzieć: hej, teraz musimy się zatrzymać/skręcić/zwolnić. Ale o tym dalej.

Przechodząc do kwestii dosiadu: ideą lekcji pasażerskiej jest między innymi to, że my podążamy za koniem - to znaczy nasze ciało robi to samo, to co ciało konia. Aby tak było, musimy zadbać o nasze rozluźnienie i prawidłowy balans (żeby nie przesuwać się na bok biodrami, kiedy koń stoi prosto, nie łamać linii ramion, nie obciążać bardziej jednego strzemienia i tak dalej). Natomiast nie staramy się trzymać sztywnej, wyprostowanej postawy.

Opieramy się rękami o wcięcie kłębu (obie ręce przyklejone całą płaszczyzną wewnętrzną, jedna obok drugiej, kciuk po jednej stronie szyi, a reszta palców po drugiej - żeby dłonie się nie zsuwały). Czasem najwygodniej jest na oklep - wysokie siodło może utrudniać. Taka postawa ciała nie tylko pomaga poczuć się stabilnie i bezpiecznie, ale też ułatwia wczucie się w to, co robi koń, ponieważ pod naszymi dłońmi czujemy wtedy dokładnie pracę łopatek konia. Jeżeli będziemy się czegoś trzymać, chwytać coś rękami, zaciskać dłonie - spowodujemy w naszym ciele usztywnienie, bo każdy napięty mięsień wpływa na całe ciało. Chcąc ćwiczyć rozluźniony, harmonijny dosiad trzeba puszczać wszystkie napięcia i bardzo pomaga w tym oparcie rąk o konia. Nie chodzi tu o to, aby przenosić ciężar ciała na ręce, ale tymi rękami niejako się odpychać, tak, by najcięższym miejscem było nasze siedzenie, przyklejone do konia. Pozycja ta ułatwia rozluźnienie, rozciągnięcie pleców, puszczenie luźno nóg. Stabilizujac i zwiększając poczucie bezpieczeństwa, zmniejsza odruch przytrzymywania się nogami. Do tego ręce są "zajęte" przez konia, więc jednocześnie uczymy się bardzo ważnej rzeczy: że ręce od łokcia należą do konia i mają podążać za jego ruchem. Dlatego pilnujemy, czy nasze dłonie w jakimś miejscu lub przy jakimś ruchu nie "odklejają się", czy faktycznie cały czas przylegają. Przy tym mając ręce na szyi konia możemy szybko się przytrzymać, jeśli będzie to konieczne, a w razie potrzeby mamy też wodze pod ręką. Później, kiedy czujemy, że bycie pasażerem nie sprawia nam kłopotu, możemy położyć ręce swobodnie na udach, a także ćwiczyć zmianę pozycji rąk (podnoszenie i puszczanie wodzy bez patrzenia na nie, krążenia ramion, jazda z rękami na boki, z przodu, wyciągniętymi do góry itp.)

Czym to się różni od jazdy na lonży? Na pewno już zauważyliście, że jest to nieopisanie lepsze dla konia i naszej z nim relacji, niż nudne, przymusowe chodzenie po kole. Dodatkowo koło wcale nie jest najłatwiejsze dla jeźdźca i wymusza cały czas ustawienie na lewą lub na prawą stronę, natomiast jazda pasażerska pozwala odkryć każdy sposób poruszania się konia i ćwiczyć kolejną niezmiernie istotną rzecz, jaką jest refleks w reagowaniu na zachowania konia. Kiedy ktoś nas trzyma na lonży, to on konia pilnuje, co uniemożliwia nam jako jeźdźcom oddać się "w ręce" konia. Tak, w tym zadaniu ważne jest też zaufanie. Oddając wodze (i władzę) koniowi powierzamy się jego nogom, jego ciału i przestajemy myśleć o kontroli. Co to daje dla dosiadu? Jak łatwo zauważyć - rozluźnienie. Przypomina to ćwiczenia, jakie odbywają się na warsztatach "ludzkich" kiedy osuwamy się do tyłu z zaufaniem, że ktoś nas złapie. Na początku zwykle jest obawa, napięcie, opór, ale dobrze przeprowadzone ćwiczenie jest bardzo uwalniające. Wiemy, że ciało i psychika to jedność. Emocje wypływają z ciała i wpływają na ciało; myśli wpływają na emocje, emocje wpływają na myśli, nasze nastawienie wpływa także na naszego konia, nasze rozluźnienie pomaga koniowi odnaleźć rozluźnienie pod jeźdźcem.


Co jeszcze jest ważne prócz tego, żeby dopasować warunki wykonywania jazdy pasażerskiej do swoich możliwości? Otóż, żeby to ćwiczenie miało sens, nie możemy być niewygodnym plecakiem, który sam skacze po plecach. Nie poganiamy konia w trakcie ruchu. Już o tym wspominałam, ale to niezmiernie istotne. A więc, jeżeli zakładamy, że teraz robimy jazdę pasażerską w stępie, to dopóki koń chodzi stępem (jakimkolwiek, nawet takim, że się zastanawiamy czy on się w ogóle porusza, albo czy to przypadkiem już nie jest kłus) - nie robimy nic. Albo może raczej powinnam powiedzieć - robimy to samo, co koń. Idziemy takim samym tempem, nasze ciało zwalnia, kiedy zwalnia ciało konia i przyspiesza, kiedy ciało konia przyspiesza. Pozwalamy mu się nieść, wczuwamy się w jego ruch i w nasze ciało. Sprawdzamy, w którym miejscu ukryły się napięcia. Pozwalamy, by od jego przednich nóg, poprzez łopatki i nasze dłonie, ruch przenosił się do naszych łopatek, a od tylnych nóg, poprzez biodra i grzbiet, do naszych bioder. Podnosimy głowę, kiedy on podnosi, patrzymy tam, gdzie koń, schylamy głowę, kiedy on ją schyla, zakręcamy całym ciałem, kiedy on zakręca (nie bardziej, i nie mniej), zatrzymujemy się, kiedy on się zatrzymuje. I ponownie prosimy go o stęp - dopiero wtedy, kiedy się faktycznie zatrzyma! Tak samo z przyspieszaniem: kiedy koń już przejdzie do kłusa, wtedy zaczynam robić zgięcie boczne, do momentu, aż wróci do stępa, a wtedy natychmiast z powrotem puszczam wodze. Zgięcie boczne możesz zrobić minimalnie, dając bardzo subtelny sygnał do zwolnienia, ale jeśli czujesz że musisz zadziałać szybko i skutecznie, ponieważ nie radzisz sobie w danym momencie na grzbiecie (na przykład jesteś na oklep, a koń nagle przeszedł do zabijającego, tzn. wybijającego kłusa) to nie czekaj, aż sytuacja się pogorszy, tylko działaj zdecydowanie.


Taka sesja może trwać bardzo krótko, może stanowić świetną rozgrzewkę przed terenem czy intensywną jazdą, ale może też ewoluować w stronę niezależnego treningu, łączącego zalety wolności i kontroli. Dobrym przykładem jest praca nad stępem. Jak wiedzą szczególnie właściciele koni potrafiących genialnie oszczędzać energię, ale także tych, którym ziemia pali się pod nogami, energiczny stęp w rozluźnieniu nie jest wcale taki prosty. Już sama jazda pasażerska okazuje się nieraz rozwiązaniem (oczywiście, jeśli problem nie leży gdzieś indziej, np w źle dopasowanym sprzęcie, problemach zdrowotnych, braku akceptacji siodła, agresywnym treningu, przemęczeniu itp.) ponieważ konie "uciekają" bardzo często od sztywnego dosiadu, od napiętego jeźdźca, od chaotycznych lub/i nadmiernych pomocy… Uciekają też często w drugą stronę, to znaczy zamierają, odmawiają współpracy, wykazują niechęć do ruchu, opór na sygnały, co jest typowe jeśli jeździec nie potrafi zmotywować swojego konia, jeśli cały czas go pogania dosiadem, biodrami, nogami, głosem, jeśli działa zbyt ostro, niekonsekwentnie, zbyt szybko (nie dając koniowi szansy na znalezienie rozwiązania)... Lekcja pasażerska (podobnie jak okrążanie z ziemi) uczy człowieka, by nie wtrącać się w to co chcesz, by było obowiązkiem konia. Jeśli konia prosisz, by szedł stępem, a on idzie, to nie przeszkadzaj, nie mów mu cały czas, że ma iść, nie krzycz nad uchem: "idź, idź, idź, tylko się nie zatrzymuj, zrób krok, zrób krok, zrób krok, zrób krok, zrób jeszcze jeden krok"... Wkurzające? Chyba nie chciałbyś wybrać się na spacer, gdyby twój towarzysz się tak zachowywał. Jedne konie zaczną uciekać do przodu, inne będą się zatrzymywać lub po prostu zamkną się w sobie. Poganianie nie znaczy, że kopiesz co krok nogami - pamiętaj, że koń doskonale czuje twój ciężar i każdy ruch. Wystarczy mieć to nastawienie w głowie, by przełożyło się na minimalne nawet wyprzedzanie ruchu czy ruch intensywniejszy, niż wywołany przez konia. Wracając do kwestii energicznego stępa, to w sumie jest logiczne i myślę, że każdy już rozumie, co chcę napisać. Jeśli bezproblemowe jest dla danej pary poruszanie się zadanym chodem (bez poganiania), to na następnym etapie można poprosić o poruszanie się zadanym tempem. Moje ciało będzie wtedy szło tak, jak chcę, żeby szedł koń. Jeśli on zwolni, wtedy poproszę go o wyciągnięcie, a jeśli przyspieszy, poproszę o skrócenie i dopasowanie się do takiego tempa, o jakie mi chodziło. Natomiast wodze będą puszczone luźno i kierunek będzie sobie wybierał koń. Dzięki temu masz szansę zobaczyć o czym myśli twój koń w czasie treningu i jak się czuje z tobą w danym miejscu. Niech chodzi gdzie chce, a ty proś go tylko o jedną rzeczy naraz (w tym wypadku tylko o tempo, a nie o kierunek) - to bardzo ułatwia naukę. Mam nadzieję, że masz już obraz tego, ile może wam dać lekcja pasażerska.


Wróćmy jeszcze do podstaw. Kiedy już czujesz się bezpiecznie i pewnie, zarówno w stępie, jak i w kłusie (niekoniecznie od razu na największym placu!), możesz też robić jazdę pasażerską dając koniowi dowolność, czy idzie stępem, czy kłusem. Możesz też prosić go wyłącznie o kłus, z czasem przechodząc na większy, bardziej urozmaicony teren i przedłużając czas trwania zarówno sesji, jak i wysiłku (kiedy koń porusza się wyższym chodem). Na tej samej zasadzie wprowadzić możesz potem galop i przeszkody. Podążanie za ruchem konia uczy coraz lepszego wczuwania się w niego, szybszego przewidywania jego reakcji i utrzymywania się na grzbiecie w rozluźnieniu i równowadze. Kształtuje refleks w naszym ciele, polegający na automatycznym dopasowywaniu się do sytuacji, bez usztywniania się w odpowiedzi na zachowanie konia, minimalizuje łapanie równowagi przytrzymywaniem wodzy, podkurczaniem rąk czy ściskaniem nogami. Lekcje pasażerskie pomagają doskonalić zarówno nasz dosiad, jak i nastawienie, co przedkłada się na całokształt jazdy i pracy z koniem w ogóle. Dzięki korekcie nieprawidłowych odruchów (jak nadmierne i niepotrzebne użycie nóg, dosiadu, wodzy), podnosi poziom jazdy na kontakcie i na luźnych wodzach. Pozwala wysublimować stosowane pomoce, utrwalać dobre nawyki. Uczymy się, by ręce były niezależne, połączone z koniem i nie działały wtedy, kiedy nie jest to konieczne. Nasz koń zyskuje więcej swobody, ma szansę samodzielnie szukać dobrych dla siebie ustawień i nie czuje się pozbawiony wszelkich praw. A to takie proste - wystarczy wprowadzić na stałe do swojego harmonogramu lekcje pasażera i pozwolić się uczyć swojemu koniowi (koń uczy się siebie pod jeźdźcem i uczy jeźdźca).


Pamiętaj, jeśli nigdy wcześniej nic podobnego nie robiłeś, to nie jest tak, że pojeździsz jako pasażer raz przez pięć minut i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki staniesz się jeźdźcem doskonałym. Jeśli zauważysz, że wybrałeś za trudną opcję, nie brnij, wycofaj się do łatwiejszego etapu, nie dopuść do przemęczenia. Bądź dla siebie wyrozumiały. Pamiętaj, że koń jest sobą i możesz go tylko pokochać albo... pokochać. Ale identycznie jest z tobą! Daj sobie czas i powtarzaj w kolejnych sesjach to samo tak długo, aż poczujesz się pewnie. Aczkolwiek nawet jedna sesja pasażerska może być przełomowa dla konia i człowieka. Jeśli rzadko pozwalasz koniowi na podejmowanie decyzji, to może to być dla ciebie trudne i frustrujące ćwiczenie. Chyba że (przytaczając powiedzenie z PNH) zamiast oh, no! powiesz oh, boy! i zobaczysz szansę zamiast porażki. To, co wymagające, niełatwe, możemy potraktować jako ograniczenie lub jako wyzwanie do rozwoju. Wybór należy do nas.


A jeśli często spędzasz z koniem czas bez żadnych wymagań, także z siodła, pomyśl, co możesz więcej zrobić, jak wykorzystać to, co już potraficie i znacie, jak urozmaicić koniowi wykonywane zadania, a sobie podnieść poprzeczkę. Może tor przeszkód? Może korytarz? Albo wyjazd w nieznany teren? Może jakiś schemat pracy, który koń dobrze zna, ale zawsze go w nim kierujesz? Co się stanie, gdy rzucisz wodze i pozwolisz koniowi być kierowcą?


Skupiając się na kontroli i kierowaniu koniem, nawet w niewielkim stopniu (wystarczy, że masz z tyłu głowy cały czas poczucie odpowiedzialności za to, dokąd idzie koń, szczególnie, jeśli do tego trzymasz wodze w rękach), utrudniasz sobie odnalezienie harmonii z koniem. Bo zanim poprosisz konia, aby coś zrobił, powinieneś sam umieć to zrobić. Jeśli Twoje ciało nie umie kłusować, nie kierujesz w kłusie. A czy moje ciało potrafi to wszystko, co robi koń, robić razem z nim, nadążyć za nim? Czy też jest jak na znanych zapewne z własnego doświadczenia każdemu (lub przynajmniej większości z nas) obrazkach, gdzie koń się zatrzymuje, a jeździec sam skacze przez przeszkodę, lub koń odskakuje na bok, a jeździec - zostaje…? Kiedy pozwolisz koniowi decydować, dokąd idzie, wymagać to będzie od ciebie całkowitego skupienia na tym, by nie przeszkadzać koniowi, cokolwiek będzie robił. Może to być nagły zwrot, odskok, mogą to być zmiany tempa lub zmiana pozycji grzbietu… a może będziesz miał okazję raz po raz ćwiczyć ruszanie lub zwalnianie. We wszystkim staraj się zharmonizować z koniem, być z nim. Nawet, jeśli czasem stracisz równowagę, czy nie nadążysz, to na pewno zauważysz rozwój. Takie lekcje dadzą dużo dobrego i tobie, i twojemu koniowi. Powodzenia!




Zobacz!