Ból obiektywny?

Rodzicu, partnerze, przyjacielu, nauczycielu...! Nie ma znaczenia, czy jestem Twoim czy cudzym dzieckiem, osobą młodą czy starą, samodzielnym dorosłym czy nowo narodzoną istotą, człowiekiem czy zwierzęciem... Czuję. Czy ktoś potrafi zmierzyć ból? Jeśli chcesz być blisko mnie, nie lekceważ tego, co czuję. Szczególnie, jeśli jestem od Ciebie zależny! Wszyscy wpadamy w tę pułapkę. Gdy sami cierpimy, może być trudno nam skupić się na cudzym cierpieniu. To normalne. Sami potrzebujemy pomocy. Ale gdy czujemy się w miarę dobrze, to znowu wydaje się nam, że innym też nic nie powinno dolegać. Przecież wszystko jest w porządku! Nie czujesz żadnego zapachu, a ja zaraz zwymiotuję. Udaję? Przesadzam? Gdy Ty nie widzisz powodu do płaczu, mnie może właśnie smutek zaciska pętlę na szyi. Mazgaję się? To, że Ty się nie boisz, nie znaczy, że ja nie umieram ze strachu. Histeryzuję? Ty mogłeś nic nie zauważyć, a mnie przytłacza nadmiar bodźców. Wymyślam? Może innym razem Ty będziesz zagubiony, gdy wszyscy wokół będą iść w swoich kierunkach, i będziesz potrzebował kogoś, kto Cię nie zepchnie w przepaść, tylko poda rękę? Nie wyśmieje, nie wyszydzi, nie minie obojętnie.

Człowieku, kimkolwiek jesteś, posłuchaj! Kimkolwiek jestem, czuję. W wielu sprawach pewnie czuję podobnie do Ciebie, ale mogę też czuć zupełnie inaczej. A świat nie ma wcale dorównać do Ciebie. Świat istnieje w swojej różnorodności. Jeśli twierdzisz, że jestem dla Ciebie ważny, okażesz mi to uważnością na moje uczucia. Jeśli jednak jesteś przekonany, że nie ma znaczenia to, co czuję, a liczy się to, czego Ty ode mnie oczekujesz - pamiętaj, że prędzej czy później zbuntuję się i odwrócę od Ciebie. Za to każdy moment, który poświęcisz, by ZOBACZYĆ, by USŁYSZEĆ - poszerzy i wzmocni Twoje serce. Co to znaczy: TRAKTOWAĆ kogoś POWAŻNIE? "Waga" powraca tu jak refren. Waga naszych zachowań. To, czy ktoś jest dla nas ważny i jak to okazujemy. Czy jesteśmy uważni na niego. Czy rozważamy, poświęcamy naszą myśl tej relacji i naszemu działaniu. Czy ważymy odpowiednie słowa, a nie wyważamy otwarte (lub co gorsza, zamknięte) drzwi... Dużo w tym myślenia i czucia. Poszukiwania precyzji i złotego środka. Braku skrajności. Poczucia sprawiedliwości (nie mściwości , wyższości czy zazdrości). Wyobrażam sobie taką staromodną wagę o dwóch szalach. Ja jestem na jednej, Ty na drugiej i próbujemy się spotkać. Czasem na jednej z szal nie da się już nic dołożyć, albo nic zabrać. Czasem to jedna ze stron musi wykonać swój ruch. Jeśli pokażę Ci mój problem, a Ty powiesz, że to głupota i zignorujesz - nie sprawisz, że dla mnie problem zniknie. Wręcz przeciwnie. Zostanę z tym sam i będzie jeszcze gorzej. Zwątpię w Ciebie lub w siebie. Oddalę się, będę szukać gdzie indziej. Być może w bardzo złych miejscach. Nie chodzi o to, byś bał się razem ze mną. Nie chodzi o to, żeby Ciebie też bolało. Tylko zauważ mój ból. Skoro to nic strasznego, nie musisz chyba przed tym uciekać? Nie bój się mojego strachu. Nie karz mnie za moje cierpienie. "Przecież nic się nie stało!" Zawsze COŚ się dzieje. Ale to nawet nie o to chodzi, jak wielkie było w skali kosmosu to wydarzenie, jak głośne, jak długie czy jak głębokie... Nie! Nie chodzi o tę szklankę, która się stłukła, o to mleko, które się rozlało. Chodzi o to, jakie to ma dla każdego z nas znaczenie. Dla Ciebie niewielkie, nie ma nad czym się zatrzymywać? Ok. A jeśli ja poczułem się potwornie? Jeśli ta szklanka obudziła koszmar z dzieciństwa? Jeśli to mleko było setnym w ciągu tego dnia? Jeśli cokolwiek, nawet nie wiem co, ale jest mi źle i potrzebuję Cię? O tym przypomina mi często mój syn, kiedy przychodzi z płaczem o jakąś "błahostkę", a ja reaguję tym okropnym "oj weź przestań", czy coś w tym stylu. Mówi mi wtedy "Mamo! Ja się chciałem wyżalić!" Upomina się o bycie wysłuchanym, o żywą obecność.


"To na pewno go nie boli!" Zapewne wiesz, że Kartezjusz był przekonany i głosił, iż zwierzęta są tylko mechanizmami, z czego wynika, że nie posiadają rozumu (nie myślą) oraz nie odczuwają (mają jedynie zdolność poznawania świata za pomocą zmysłów). Ich reakcje zaś to tylko automatyczne odruchy, a odgłosy są bezmyślne. Zwierzę uważał za doskonałą maszynę (jak np. zegar), a dźwięki, jakie wydaje kiedy jest dajmy na to zabijane, za takiej samej genezy jak dźwięki np. zegara. W końcu, kiedy rozbiję samochód, też wyda on dźwięk, a to nie znaczy, że cierpiał, prawda? Następcy Kartezjusza także powtarzali, że zwierzęta nie są zdolne do odczuwania bólu. A nawet więcej: "zwierzę pożywia się bez przyjemności, płacze bez odczuwania bólu, działa bez świadomości tego, co robi, nie pożąda niczego, niczego się nie boi i niczego nie jest świadome." (Malebranche) Słyszeliście coś bardziej idiotycznego? Toż to obelga dla serca i rozumu. Również Kant uczył, że zwierzęta nie posiadają samoświadomości, w związku z czym nie mamy wobec nich żadnych zobowiązań. Zdaje się, że niektórzy z całej dostępnej literatury przeczytali tylko te fragmenty. I to nie tylko politycy, ale i "fachowcy", jak ten biegły sądowy, którego (na szczęście) zwolniono, gdyż twierdził, że ryby nie czują bólu. Niestety, to nie są takie ewenementy, jakby się wydawało. Kiedy mój Krystian robił uprawnienia na przewóz zwierząt, przyjechał z kursu z dokładnie taką samą informacją z wykładów (sic!). Ilu osobom ten inspektor weterynaryjny kładł i pewnie dalej kładzie do głowy te przekonania? Osoba, która ma sprawdzać, czy zachowany jest dobrostan zwierząt, czy mają wystarczające warunki w transporcie, czy nie są torturowane nieodpowiednim traktowaniem... Co nam to pokazuje? Jak potrafimy zgrabnie uspakajać swoje sumienie, jak lubimy wymówki, usprawiedliwienia, filozofie stworzone na własny użytek. Jak łatwo zamykamy rozum, oczy, uszy i serce, jeśli nasza wygoda, przyjemność czy korzyść prowadzą nas na skróty po czyimś cierpieniu. "To" jest głupie, bezrozumne. "To" jest niezdolne do wyższych uczuć. "To" nie będzie stać mi na drodze. Nie muszę się z "tym" liczyć. "To" tylko wydaje jakieś dźwięki i zachowuje się w dziwny sposób. Tak po prostu. Bez znaczenia. To ja wiem lepiej, co "to" ma robić i do czego służy. Podobnie ludzkość traktowała niewolników, kobiety czy innych ludzi "gorszej kategorii". Wystarczy, że uwierzysz, że Ty możesz ustanowić własną jedyną "obiektywną" rację w rozumieniu świata, a będziesz zdolny do zbrodni. Dziś już (prawie) nikogo nie musimy przekonywać, że ludzie o innym niż Ty kolorze skóry też są ludźmi, tak samo jak my. Och, czekaj...

Zastanów się. Jeśli ktoś wysyła jakiś komunikat, robi coś, mówi, pokazuje - czy dzieje się to bez przyczyny? Może przyczyna dla Ciebie jest nieistotna, niezrozumiała, bezsensowna. Może Ty zachowałbyś się inaczej. Może wybrałbyś inną strategię. Ale nie zrozumiesz, jeśli nie spojrzysz i nie posłuchasz. Jeśli będziesz rozmawiał tylko ze sobą, to będziesz się kurczył. Twoje serce, rozum, Twoje życie będzie się kurczyć. Kiedy się otwierasz - masz szansę zakwitnąć i wydać owoce. Żeby zająć się problemem trzeba go zauważyć. Czasem wystarczy zainteresować się czyimś smutkiem, by się smutek rozpłynął bez śladu. Ale nie każdy problem da się usunąć, nie wszystko da się zrozumieć. Mimo tego każda próba bycia obecnym jest bezcenna dla obu stron. Bo żyjemy w pełni wtedy, gdy jesteśmy obecni. I tylko w obecności możemy tworzyć relacje. Tam, gdzie jesteśmy uważnie słuchani. Zauważani. Nie oceniajmy bólu, nie wartościujmy emocji, bo to oddala nas i od drugiego człowieka, i od rozwiązania problemu. Jeśli istota (człowiek czy zwierzę) pokazuje "problem" - wyraża, że odczuwa dyskomfort, że coś jest nie tak. Nie stracisz czasu, jeśli otworzysz rozum, uszy, oczy i serce. Nie ma znaczenia (a raczej - jest równie ważne, niezależnie od tego) czy cierpienie wynika z głodu, choroby, czy zgubienia zabawki, smutku, bezradności... Czy jest "fizyczne", czy nie, jest tak samo realne dla tego, kto odczuwa. I jest odczuwane w tym samym ciele, często w ten sam sposób.


Pisałam o bólu, bo on najczęściej wymaga uwagi, pomocy, a bywa często niemile widziany. Nie chcemy go. Najczęściej akceptowany jest powierzchownie. Wtedy tworzy samotność. Ale oczywiście tak samo radość, szczęście, błogość i wszelkie miłe odczucia potrzebują znaleźć miejsce w relacji. A odrzucone, mogą zmienić się w ból. Może to być wielki ból, ale nie musi. Ot, niewygoda. Ot, przykrość. Ot, jeden komar w sypialni... Będziemy udawać, że go nie ma?


Zobacz!